11 Listopada
Święto Niepodległości.

Jedno z najważniejszych świąt państwowych,
Dzień Niepodległości. 
Pamiętamy o Tych dla których wolność ojczyzny, była sprawą najwyższą, by następne pokolenia Polaków, mogły żyć w wolnej i niepodległej ojczyźnie.
Symbolicznie, zapalone znicze, to wyraz naszej wdzięczności i pamięci o Tych co w imię tych ideałów oddali dar najcenniejszy.
Nasze znicze zapłonęły w Wierzchosławicach przed pomnikiem poległych w latach 1914-1920.
Przed domem Wincentego Witosa, jednego z ojców niepodległej Polski.
Przed dębem wolności w Żabnie, zasadzonym w roku 1928 na cześć i dla upamiętnienia ofiar tamtych dni.
Oraz przed pomnikiem ofiar I wojny światowej 1914-1918 oraz II wojny światowej 1939-1945 w Niecieczy.


Ostatni jesienny wyjazd sezonu.
Wizyta w Sandomierzu.



...Na zakończenie lata ...
Zalew "Klimkówka" i w Rożnowie.


Sudety.
Kraina w kamieniu zaklęta.
Wyjazd Grupowy.








Zastanawialiśmy się gdzie skierować nasze grupowe motocykle na tegoroczny wyjazd sezonu. Wszak szalejący w koło korona wirus skutecznie blokował nam wyjazd zagraniczny. Wybór padł na Sudety.
Ten na nowo poznawany zakątek Polski zyskuje z dnia na dzień co raz to większe zainteresowanie. Nic w tym dziwnego, skoro dostępność szlaków, a w dodatku mnogość atrakcji turystycznych tylko zachęca wszystkich, by zawitać w te strony choć na chwilę.
Mnogość fantastycznych form skalnych, pełnych wszystkiego co tylko ludzka wyobraźnia może nam stworzyć w naszych głowach. Postacie ludzi, zwierząt, bajkowych stworów powstałych w opowieściach miejscowej ludności czy przekazywanych z pokolenia na pokolenie legendach. Wijące się, zdawało by się nie do przejścia, labirynty i wszystko to co natura swymi siłami utworzyła, rzeźbiąc wodą i wiatrem, erozyjnie piaskowe skały.
Czeskie „Skamieniałe Miasto” w Adrspachu przywołuje legendę o zaklętym w skalne bloki mieście.
To również czas zadumy i przemyśleń, jak nie do okiełznania są siły natury i jak wobec nich staje się mały człowiek. Budzi to jedynie szacunek, a jednocześnie obawę, by swymi działaniami człowiek nie doprowadził do zagłady i zniszczenia tego wiekowego dzieła które stworzyła swymi siłami natura.
Mając więc takie atrakcje przed sobą staraliśmy się czerpać pełnymi garściami z tego co nam tylko było dane do zwiedzenia. Wszak czas nas ograniczał. Można, by spędzić kilka tygodni, a i tak będzie w nas ten niedosyt, że jeszcze tyle pozostało do oglądnięcia.
Wybieramy więc to, co mogliśmy byli w stanie zobaczyć w tak krótkim czasie.
Zwiedzamy więc , jeszcze po drodze w Sudety, leżącą nieopodal autostrady, wręcz na uboczu, Górę Św. Anny z sanktuarium Maryjnym oraz pomnikiem Czynu Powstańczego. Wszak to miejsce słynie z walk jakie tu toczyła ludność Polska walcząca podczas powstań śląskich o przyłączenie do Polski.
Zaś same Sudety, a właściwie Góry Stołowe, zwiedzamy odwiedzając Szczeliniec Wielki, Błędne Skały, a po stronie Czeskiej, Adrspach i legendarne i stanowiące cel wszystkich wycieczek w te strony, Skamieniałe Miasto.
Nie da się opisać to co można zobaczyć odwiedzając te okolice. Tu po prostu trzeba być. Przyjechać, odwiedzić i zobaczyć na własne oczy tą krainę władcy gór Karkonosza czy Liczyrzepy.
Zachęcamy… naprawdę warto.






"Słowacki Raj".
Szlak turystyczny
"Velky Sokol".








Jak wyglądał świat w czasach kiedy jeszcze na świecie nie było ludzi…?
To pytanie, nie jednemu z nas, nasuwa się wielokrotnie gdy zastanawia się nad genezą ludzkiego pochodzenia.
Otóż jeśli pragniecie zaznać, choć namiastkę tamtych czasów, zapraszamy do odbycia fascynującej podróży do „Słowackiego Raju”.

Już sama nazwa  „raj” sugeruje, że będziemy mieli sposobność do spotkania z nienaruszoną i pradawną naturą. Choć nie do końca, bo jeśli by nie obecna ingerencja człowieka, to wielu z nas do tego swoistego cudu natury,  nie mogło by dotrzeć, ze względu na trudne i nie możliwe do przejścia fragmenty przepastnych koryt rwących górskich potoków, spadających kaskad wodospadów oraz wysokich i stromych skalnych ścian.
To magiczne miejsce przyciąga, by iść… i iść… przed siebie i coraz bardziej zagłębiać się w ten fascynujący  świat dzikiej przyrody.
Jeśli więc pragniesz przeżyć i obcować z prawdziwą dziką przyrodą, to „Słowacki Raj” i jego szlaki, czekają na wszystkich pragnących zagłębić się w gąszcz leśnych ostępów i idąc jego wąwozami spotkać się z prawdziwą i wieczną naturą.



Spontaniczny wyjazd nad Bałtyk.


Jest po godzinie piętnastej, gdy w piątkowe popołudnie ruszamy w spontaniczny wyjazd nad nasz Bałtyk.
I zdawać by się mogło, że tegoroczny sezon rodzi rozczarowanie, bo to pogoda nie taka, albo korona wirus znów daje o sobie znać, to jednak mimo tych przeszkód w pięć moto udaje się nam zorganizować ten wypad.

Przed nami pierwszy etap podróży.
Jest słonecznie, a i pogoda lekkim podmuchem wiatru, zachęca do podróży. Tak więc po kilku postojach i tankowaniach, meldujemy się na nocleg w hotelu w Toruniu.
Browar na sen i po dwudziestej trzeciej, umęczeni podróżą i dniem lądujemy w kojach.

Jeszcze przed pobudką wszystkich staramy się zlokalizować wyciek płynu u „Luśka”. Jak się później okaże, prowizorka nie zadziała, ale wyciek był na tyle nie wielki, że mimo zapowiadanej gorącej pogody, nie będzie to utrudniało jazdy. Jednak taka sama czynność, dolania płynu, będzie nas również czekać w niedzielny poranek.
jest po szóstej rano, gdy wszyscy już na nogach… więc w drogę.
Poranek jest rześki, a pogoda jak by zaspała. Pochmurnie i mglisto. Tankowanie w pobliskiej stacji, kawa i w drogę na Hel.
Jazda … marzenie. Jednak do czasu.
Korki Trójmiasta dorwały i nas.
Objazd, skróty nie dają rezultatów. Trzeba swoje odstać.
W końcu w skwarze docieramy do celu.
Parkujemy tuż zaraz przy porcie i ruszamy na zwiedzanie.
Na pierwszy rzut, latarnia morska. Kilka fot dla potomnych. Kilka upominków i pamiątek i do portu.
Ale to jeszcze nie koniec. Czas odwiedzić najdalej wysunięty zakątek Polski, czyli Cypel Helski. Tu kilka zdjęć w pobliżu pomnika upamiętniającego walki mieszkańców tych ziem o wolność i przynależność do Polski.
Najbardziej zagorzali zaliczają krótką kąpiel w morzu, zaś inni symbolicznego zamoczenia nóg. Oczywiście kilka zdjęć z flagą Grupy do archiwum.
Nie było by też pobytu nad morzem bez przysłowiowej rybki w pobliskiej tawernie portowej.
Czas jednak nagli, więc zbieramy manele i w drogę do Gdańska. To drugi, kolejny etap dzisiejszej wyprawy.
Na szczęście wyjazd z Helu, choć nie obeszło się bez kilku objazdów, jest mniej zakorkowany.
Jest po szóstej wieczorem, gdy parkujemy w pobliżu nabrzeża Motławy. Ruszamy na zwiedzanie Starego Miasta.
Po przejściu Zielonego Mostu, wchodzimy na Długi Targ. Nie ma gdzie wepchnąć przysłowiowego palca. Tłum i ścisk niesamowity. Wszak trwa „Jarmark Dominikański”.
Przysłowiowe „mydło i powidło” przyciąga i kupujących i oglądających. Aż strach, by w takim tłumie się zgubić.
Przy fontannie Neptuna kilka fotek. Obok ratusz i Dwór Artusa.
My krętymi uliczkami starówki uciekamy od tłumu, by dotrzeć do Kościoła Mariackiego.
Następnie jedną z bram miejskich wychodzimy na nabrzeże Motławy. Tu widok na cały kanał. Nieopodal jeden ze symboli Gdańska, Żuraw. W oddali zakotwiczony „Sołdek”.
Przechodzimy na drugi brzeg niedawno otwartym, sam nie wiem jak to nazwać… mostem. Ta specyficzna i niesamowita nowinka techniczna, przez swój obrót w okól swojej podpory udrażnia przepływ statków nurtem kanału.
Nadchodzi wieczór więc kończymy zwiedzanie. Zakupy najbardziej potrzebnych artykułów, tankowanie i w drogę do Torunia na nocleg.
Mamy jeszcze do pokonania ładny kawałek drogi. Decyzja zapada… jedziemy autostradą.
Jest przed północą gdy parkujemy przed hotelem.
Niedzielny poranek wita nas piękną słoneczną pogodą.
Być w Toruniu i nie zobaczyć jego słynnych zabytków i budowli. Nie skosztować tradycyjnego piernika…
Ruszamy więc w miasto.
Z nad Wisły, tuż obok zabytkowego mostu gdzie parkujemy, idziemy wzdłuż wiekowych murów obronnych na starówkę. Krzywa wieża, brama, kilka wąskich uliczek i już jesteśmy przed pomnikiem Kopernika. Po drodze oczywiście pręgierz, osiołek, atrakcja głównie dla młodszego pokolenia.
Jeszcze kilka wspólnych zdjęć przy pomniku i fontannie i ruszamy w drogę powrotną. Wszak chcemy jeszcze przed zmierzchem być już w Tarnowie.
Wprawdzie awaria jednego motocykla spowolniła naszą podróż powrotną, podobnie jak i objazd wypadku w okolicach  Buska Zdroju.
Nie mniej jednak przed dwudziestą drugą jesteśmy już w swoich domach i garażach. Maszyny mogą odpocząć.
Uuff… pełen wrażeń był ten weekend.
Ale warto było. Pozostaną wspólne wspomnienia i nadzieja, że za rok znowu wyruszymy w inne regiony Polski.



Śląsk i zamek w Pszczynie.


prev next

Przez Orawę, Podhale i Spisz.





Tym razem niedzielny, całodniowy wyjazd Grupy, zaplanowaliśmy na Południe Polski.
Celem stała się Orawa, Podhale i Spisz.
Docelowo zamek Tarnowskich w Suchej Beskidzkiej, Zawoja i wyjazd na Mosorny Groń oraz przez Murzasichle na Spisz i przejazd winklami pod Ochotnicą.