Jesienne Ogólne Zebranie Członków Grupy w Skawie

prev next

Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce

prev next

Z wizytą w Baranowie Sandomierskim

prev next

V Motoparty Jedlicze 2014

prev next

Otwarcie Klubu Brave Dogs - Jasło

prev next

Zwyk u Zbójów z Podhala

prev next

Ognisko u Joli i Wiecha

prev next

IV Dni Wikliny w Isepie

prev next

I Krajoznawczy Rajd Motocyklowy - Tatry

prev next

Niedzielny wyjazd na Pogórze Ciężkowickie

prev next

Jura

prev next

Zlot MGM Unlimited Riders

w ramach Jarmarku Kasztelanii Wojnickiej

Przygotowania do tego wydarzenia trwały kilka dobrych miesięcy. Nie skłamię jeśli powiem, że od końca ubiegłego roku. Duże przedsięwzięcie logistyczne dla wszystkich naszych Członków, Kandydatów, Sympatyków oraz Juniorów, bo i oni włączyli się w pomoc w jego przygotowanie.
Na wiosnę, kiedy znaliśmy już konkretny termin Jarmarku Kasztelanii Wojnickiej, ruszyły przygotowania prawne odnośnie Wojnickich Spotkań Motocyklowych 2014. W pierwszym kwartale otrzymaliśmy już stosowne pisma z pozwoleniami co do organizacji zlotu. Wtedy także ruszyliśmy ostro z przygotowaniami: terenu, organizacji, cateringu. To wielkie dla nas przedsięwzięcie podjęliśmy pomimo wielu obaw jak to wszystko nam wyjdzie. Wszak był to pierwszy tak duży zakres czynności, których się podjęliśmy. Jak z tego zadania się wywiązaliśmy – nie nam to oceniać. Dzięki organizacji tego pierwszego zlotu zdobyliśmy jakże cenne doświadczenie, które mamy taką nadzieję, zaowocuje w przyszłości, zaś wszystkie napotkane trudności tylko zjednoczyły naszą społeczność.

DZIEŃ I

Od wczesnych godzin porannych, w dniu rozpoczęcia zlotu, zjawiliśmy się na miejscu imprezy. Czas nas naglił. Rozkładanie stołów, przygotowanie cateringu: grill, namioty, napoje; instalacja grzewcza, ogrodzenie stref. Na umówioną godzinę wszystko gotowe do przyjęcia pierwszych gości. W końcu chwila wytchnienia dla nas. Czas na pierwszą kawę, a niektórzy z nas, dopiero spożywają pierwszy posiłek. Czekamy z niecierpliwością, pewni obaw, ilu gości się pojawi i co najważniejsze, czy pogoda dopisze.
Od godziny 17 rozpoczął się typowy kołowrotek zlotowy. Witamy przybyłych gości: tych znajomych i tych nieznajomych. Kluby, Grupy motocyklowe: zrzeszone, forumowe, a także wolnych jeźdźców, niezrzeszonych w żadnych Klubach ani Grupach. Zawieranie nowych i utrwalanie starych znajomości kończymy wspólnym biesiadowaniem przy ognisku. Jest dobrze po czwartej, za kilkanaście minut wschód słońca, gdy kładziemy się do snu. Wcale nie zasypiamy twardo, gdyż świadomość tego, iż za dwie godziny będziemy na nogach, nie pozwala na głęboki sen.

DZIEŃ II

O szóstej jesteśmy z powrotem na nogach. Kawa, coś na ząb i do roboty. Szybko ogarniamy teren zlotu. Rozpalamy ogień pod grillem. Przyjmujemy pierwszych dzisiejszych gości. Czas się strasznie wlecze w oczekiwaniu na główną atrakcję dnia – paradę. Planowo o godz. 13.30 wyjeżdżamy na trasę. Pogoda dopisuje i przebiega ona bezpiecznie i bez żadnych incydentów. Na prośbę Pana Burmistrza, robimy dodatkowy objazd wojnickiego rynku.
Wjeżdżamy na teren zlotu. Wiara się rozsiada do biesiady, a my serdecznie witamy Wehikuł – nasz zaprzyjaźniony Klub z Leżajska. To ziomale, których znamy i jeździmy od czasów, gdy zaczęliśmy się pasjonować motocyklami.
Popołudnie mija nam na wspólnej zabawie i konkursach zlotowych z nagrodami.
Gdy zapada wieczór idziemy na plac za parkiem miejskim, gdzie odbywają się wszystkie uroczystości Jarmarku. Tu też zabawa trwa na dobre. Bawimy się wspaniale z mieszkańcami Wojnicza przy muzyce zespołu Brathanki.
Po powrocie na teren zlotu biesiadujemy wspólnie przy ognisku z wszystkimi, którzy zostali. Byliśmy zaszczyceni, gdy naszą wiarę odwiedził sam Pan Burmistrz Wojnicza.
W doborowym towarzystwie i przy wspólnej zabawie, czas szybko mija. Jednak zmęczenie i trudy dnia, a także zarwana noc szybko dają o sobie znać. Nawet nie wiem kiedy moje powieki opadają i zapadam w błogi sen.

DZIEŃ III

Niedzielny świt budzi nas lekkim deszczem, jednak jest ciepło. Tradycyjna pierwsza kawa, toaleta, posiłek i ruszamy do swych obowiązków. Z minuty na minutę plac zlotowy pustoszeje. Przed dziesiątą żegnamy Wehikuł, który wraca w swoje strony. Pomału szykujemy się do uporządkowania terenu.

Dziewczyny sprzątają pomieszczenia zlotowe, my z kolei ruszamy do demontażu namiotów i składamy stoły. Jest godzina 11.30, gdy po zlocie nie ma już śladu. Teren uporządkowany i wszystko zostawione na tip-top. Teraz czas dla nas na chwilę odpoczynku i jakieś porządne od dwóch dni śniadanie. Jak miło, gdy zapach świeżej jajecznicy i gorącej pizzy ścieli się wkoło. Siedzimy wspominając dwa ostatnie dni; to co zagrało i to co nie wypaliło.

W końcu jednak nastał ten moment. Żegnamy się i rozjeżdżamy, ale już jesteśmy umówieni co do następnego spotkania. Szerokości!

prev next

Słowacja - Przełęcz Dukielska

prev next

Dzień Dziecka - Akcja pomoc dla Amelki - Festyn w Brzozówce

prev next

Niedzielna wycieczka pod Krosno

prev next

Zlot w Mnikowie

prev next

Dni Talentów ZSLiT w Wojniczu

prev next

Zlot u "Watahy"

prev next

Wojnickie Spotkania Motocyklowe 2014 - rozpoczęcie sezonu

prev next

IV motomajówka w Dębicy - Riders of IPA Tarnów

prev next

Rozpoczęcie sezonu motocyklowego Ludźmierz - GM Orawa

prev next

Rozpoczęcie sezonu - Tuchów 2014

prev next

Spotkanie integracyjne Grupy - Wiosna 2014

prev next

X jubileuszowe rozpoczęcie sezonu motocyklowego w Bochni

prev next

Nowy Wiśnicz i Kamienie Brodzińskiego

I… doczekaliśmy się. Wreszcie piękny, wiosenny poranek. Prognozy meteorologów nie przewidują żadnych opadów, a temperatura… 16 stopni!
Wjeżdżam na Orlen w Łukanowicach. Jestem przed czasem. Czekając na resztę, czuję powiew chłodnego powietrza na swojej twarzy. Cóż… to dopiero pierwsze dni wiosny.
Nagle słyszę w oddali odgłos głośnego wydechu. To SŁAWKO. Po chwili już jest na parkingu. Witamy się. Jest jeszcze sporo czasu do przyjazdu pozostałych, więc mamy czas, by pogadać.
Jest tuż przed 10-tą, gdy pojawiają się pozostali. Witamy się serdecznie. Jest: JASIA i ZIBI, FAJNY oraz KOS. Czas w drogę.
Zatrzymujemy się w Brzesku, gdzie ma do nas dołączyć STACH. Nie ma go, niestety, więc ruszamy w dalszą drogę. Już na krajowej „czwórce” odbieram telefon. STACH dołączy do nas w Wiśniczu.
Gdy dojeżdżamy do Bochni, VIKO już na nas czeka. Jest także i ARTI. Powitaniom i rozmowom o sprzęcie wydaję się, że nie będzie końca. A czas nas nagli. Musimy ruszać w drogę. Już w siódemkę ruszamy na Nowy Wiśnicz.
Prowadzeni przez FAJNEGO, dojeżdżamy pod samą bramę wejściową, na dziedziniec zamkowy. Grzeje już ładnie, więc pora zrzucić trochę odzieży. Nie decydujemy się na wejście do środka, na zwiedzanie. Wszyscy jednak słuchają z zapartym tchem relacji FAJNEGO o zamku, jego historii i wystawach, które można w nim zobaczyć. Obchodzimy zamczysko i przy okazji pstrykamy kilka fotek z jego murami w tle. Jest przed południem, gdy ruszamy w dalszą drogę. Przed nami Lipnica Murowana. Ta sama, która słynie z przepięknych wielkanocnych palm.
Stajemy całą Grupą na lipnickim rynku. Słoneczko świeci tak, że robimy się leniwi. Pora na pierwsze tego roku lody. Rozłożeni na pobliskich ławkach, już po chwili, wszyscy rozkoszują się wybornym deserem.
Zbieramy się jednak i ruszamy dalej, by po niespełna 5-ciu kilometrach zatrzymać się ponownie w pobliżu rezerwatu skalnego „Kamienie Brodzińskiego”. Zostawiamy moto na parkingu obok zajazdu i ruszamy w pobliski las, w poszukiwaniu skał. Po podejściu na niewielkie wzgórze, na jego szczycie, ukazują się nam skały narzutowe rezerwatu. Pora na kilka fotek. Gdy wracamy pod zajazd, czas najwyższy na popołudniową kawę. Siedząc w zajeździe rozkoszujemy się ciepłą kawą, prowadząc grupowe dysputy.
Po krótkim odpoczynku, żegnamy STACHA, którego wzywają obowiązki. My ruszamy do niewielkiej miejscowości pogórza – Laskowej. Tutaj znajdujemy niewielką, lecz bardzo stylową restaurację. Spędzamy w niej prawie godzinę, wykorzystując ten czas na posiłek i krótką chwilę odpoczynku. To również dobra okazja, by zaplanować najbliższe wspólne wyjazdy.
Jest po czwartej, gdy zbieramy się w drogę powrotną. Wracamy tą samą trasą – na Bochnie. Przed samym wjazdem do miejscowości zatrzymujemy się, by pożegnać odjeżdżających na Kraków. Pozostali kierują się na Tarnów.
Tradycyjny już sygnał na rozjazd i… do następnego razu.
Szkoda tylko, że zabrakło w naszym gronie WIECHA. Tak cieszył się na ten wypad, a tu ogromny pech – uraz ręki. WIECHU, trzymaj się. Wszyscy życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia i planujemy już następny wypad, jednakże tym razem już obowiązkowo, w Twoim towarzystwie.

prev next

Pierwszy wyjazd sezonu - Sandomierz

Niektórzy już nie mogli się doczekać, aż w końcu nastał ten dzień. Sprzęt gotowy więc… ruszamy. To pierwszy po zimie wyjazd grupowy. Po wielogodzinnych dyskusjach zapadła w końcu ostateczna decyzja. Jedziemy do Sandomierza.
Wita mnie piękna, słoneczna pogoda, gdy rano wjeżdżam na Shella przy Błoniach. WIECHU, nasz nowy kandydat, już jest i uzupełnia ciśnienie w oponach przy swojej Hondzie. Widzimy się po raz pierwszy, wiec to chwila na wspólne zapoznanie i krótką rozmowę.
Tuż przed 9.00 meldują się wszyscy, niebywale punktualni. Nawet FAJNY się pojawia pomimo, że nie był zapisany. Krótkie powitanie i ruszamy w drogę.
W Dąbrowie Tarnowskiej mamy się spotkać z GM „Powiśle”. Jednak prawie wszyscy, pochłonięci jazdą, całkowicie o tym zapominają i przemykają obok stacji BP. Tylko ja i SŁAWKO skręcamy na stację i to tylko dlatego, że jechaliśmy jako ostatni. Witamy się z kolegami z Powiśla i ruszamy w stronę Słupi.
To tam mieliśmy się spotkać z pozostałymi z naszej Grupy, którzy mieli dojechać z Krakowa. Gdy dojeżdżamy na stację w Słupi już z daleka widzę, że są nasi – VIKO i WITEK. Dłuższa chwila na powitanie. Przecież taki długi czas nie widzieliśmy się ze sobą.
Teraz już w komplecie ruszamy w dalszą drogę. Przed nami trasa wzdłuż Wisły, do Sandomierza. Jedziemy kawalkadą. 17 motocykli musi robić wrażenie.
Kilka minut po 11-ej z daleka dostrzegam sandomierskie Wzgórze Zamkowe. Cel naszej podróży jest już na wyciągnięcie ręki. Skręcamy w lewo, pod górę i parkujemy w pobliżu starówki. Ryk naszych maszyn robi wrażenie na zgromadzonych wkoło turystach. Jest naprawdę ciepło. Czas by zrzucić trochę odzieży z siebie. Całą Grupą ruszamy pod górę, w stronę starego miasta. Cały czas FAJNY, znając dobrze historię tego miasta i jego zabytkową zabudowę, informuje nas co i gdzie się znajduje. Przechodzimy zabytkowymi ulicami przez Duży i Mały Rynek dochodząc do bramy Opatowskiej. Tu zostawiamy FAJNEGO, który z KOSEM i SŁAWKO wdrapują się po schodach na jej mury. My wracamy do kafejki na Dużym Rynku na kawę. Ile straciliśmy, zobaczyłem dopiero oglądając zdjęcia panoramy miasta , po powrocie do domu. Siedzimy już chwile przy kawie i wspaniałej szarlotce, gdy wracają do nas. Tu rozleniwieni promieniami wiosennego słońca, wiedziemy rozmowy, snując nieśmiałe plany na tegoroczny sezon. Większy posiłek postanawiamy zjeść w drodze powrotnej. Jeszcze tylko kilka fotek, by upamiętnić nasz pobyt i ruszmy w dół, gdzie zostawiliśmy nasze maszyny.
Ruszamy w drogę powrotną, w kierunku Krakowa. Po kilkunastu kilometrach zatrzymujemy się w przydrożnym zajeździe „Pod Dębem”. Kilku z naszej Grupy rozstaje się z nami i wyrusza samotnie w drogę powrotną. Żegnają się z nami również Koledzy z Powiśla. Zostajemy tylko my – najwytrwalsi. Miło mija nam czas na rozmowie, jednak w końcu i na nas przychodzi pora. Gdy siadamy na motocykle, czujemy pierwsze krople deszczu na swoich twarzach. VIKO i WITEK ubierają deszczówki. No chyba wywołali tym przysłowiowego wilka z lasu. Nie ujechaliśmy kilku kilometrów, gdy przed nami ściana deszczu. Dobrze, że VIKO prowadził. Zatrzymuje Grupę i już stoimy w przydrożnej wiacie autobusowej. Teraz ZIBI ubiera deszczówkę. Ja wytrwale jadę w skórze. Deszcz to nic. Szkoda tylko moto. Pierwszy wiosenny opad, wymieszany z kurzem, nieźle przywarł do maszyn. Znowu kilka ładnych godzin trzeba będzie spędzić na czyszczeniu.
Gdy dojeżdżamy do ronda w Słupi, po deszczu już ani śladu. Żegnamy tu VIKO oraz WITKA, którzy odjeżdżają na Kraków. My… ruszamy w kierunku Tarnowa.
Rozjeżdżamy się wszyscy przed samym Tarnowem. Tradycyjny sygnał na rozstanie i do następnego razu, wszak pogoda tej wiosny sprzyja.
Za nami pierwszy wyjazd sezonu, pierwszy tegoroczny chrzest pogodowy. Teraz już musi być tylko lepiej.

prev next

Spotkanie noworoczno-opłatkowe 2014

Po raz pierwszy odbyło się spotkanie noworoczno-opłatkowe Małopolskiej Grupy Motocyklowej Unlimited Riders. Zgodnie z naszą tradycją, ta podniosła uroczystość miała miejsce w naszym lokalu grupowym, w restauracji „Essencia”, w dniu 6 stycznia 2014 roku. Razem z nami bawili się zaproszeni przedstawiciele Grup: RIDERS OF IPA TARNÓW oraz UNII POLSKICH MOTOCYKLISTÓW ŚWIATA ORZEŁ BIAŁY.
Dziękujemy Kolegom za wspólne świętowanie rozpoczynającego się Nowego Roku oraz otrzymane wyróżnienia. Było to także spotkanie, które przyczyniło się do jeszcze większego zacieśnienia więzi przyjaźni między naszymi Grupami.
Zabawa trwała długo, a prowadzone rozmowy i dysputy były okazją do poruszenia wielu istotnych tematów. Na pewno przełoży się to na wspólne sezonowe wyjazdy w towarzystwie zaprzyjaźnionych Grup.
Z okazji Nowego Roku życzymy wszystkim naszym członkom, sympatykom i przyjaciołom wszelkiej pomyślności, zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym, a także wielu spotkań na motocyklowych szlakach.

prev next